piątek, 2 listopada 2012

Rozdział 8

Była sobota.Słoneczny poranek napełnił Em optymizmem. Gerard wybrał się na mszę do kościoła, a Tom poszedł na rynek sprzedawać ich wyroby mleczne. Em postanowiła udać się na miasto, by je lepiej poznać. Białą koszulę nocną zamieniła na zieloną sukienkę z kapturem i grubym srebrnym pasem od bioder do klatki piersiowej. Buty miała skórzane na płaskiej podeszwie. Włosy upięła w kłosa i wyszła wraz ze swoją
ulubioną saszetką.Zrobiło się chłodno. Em przeciskając się przez tłumy ludzi, zauważyła nadciągające, czarne , burzowe chmury. Ludzie zaczęli zbiegać się do swoich domów i osad. Em zorientowała się że się zgubiła. Przyspieszyła kroku. Nagle cały rynek jakby zalała mgła. Em szła coraz szybciej. Bała się. Po paru minutach zaczęła biec.Domy i lasy, przypominały jej sceny z horrorów. Zatęskniła za domem. Biegła nie wiedząc dokąd. Nagle wpadła na jakąś zakapturzoną postać. Po budowie ciała widać było że to mężczyzna. Em była w szoku. Odsunęła się parę kroków od niego.
- Prze...przeprasza...m p...pana b..bardzoo, a...ale j...ja nie chciałąm - wyjąkała.
-Nic się nie stało. - powiedział miłym głosem i zdjął kaptur. Był to młody chłopak. Miał około 16-17 lat. Ciemno-Brązowe kosmyki włosów,spadały mu na prawe oko. Blada twarz i piegi dodawały mu młodzieńczego uroku.
-Nie jest ci zimno ? - zapytał ściągając swój purpurowy płaszcz i kładąc go na barki Em.
-Dziękuję - powiedziała wystraszona i zziębnięta Em.
- Co robisz o godzinie policyjnej na rynku? - zapytał kpiąc lekko z Em.
- Po prostu się zgubiłam, a poza tym nie wiedziałam że jest godzina policyjna. - wypaplała Em.
- Turystka, czy nowa ? - zapytał.
- I to i to. - odpowiedziała przewracając oczami.
- No więc godzina policyjna jest w sobotę od 10.00 do 14.00 i co dzień od 22.00 do 6.00 - powiedział.
- a tak w ogóle, to mam na imię Matt ... Matt Banco - powiedział niepewnie zerkając to na nią to na jakiś dom obok nich.
- a ja jestem Emily Perry - powiedziała bardziej pewnie niż poprzednio.
- gdzie twój dom ? - zapytał Matt.
- szczerze mówiąc nie wiem,ale tak dla informacji to mieszkam u Gerarda i Toma. Wiesz gdzie to jest - powiedziała rozglądając się wokół siebie.- tak, tak, wiem gdzie to może być, ale przeszłaś spory kawałek.- powiedział zdumiony.
- no to za mną- dodał jeszcze po paru minutach i szli obok siebie, podczas gdy promienie słońca zaczęły odganiać mgłę. Szli mijając domy i targi. Matt starał się iść blisko niej Rozglądając się na boki, sprawdzał, czy nikt nie idzie. Em zaczęła rozpoznawać okolice. Po czasie stanęli przed domem Gerarda.
- Dzięki Matt. - powiedziała z wdzięcznością.
- Nie ma za co - odpowiedział i uśmiechną się mile do niej.
- Gdzie ty mieszkasz ? - zapytała Em, mając nadzieję że go jeszcze spotka.
- Na końcu tej uliczki, po prawej stronie w żółtym, trzypiętrowym budynku.- opisał dokładnie.
- Ok. to do widzenia. - pożegnawszy się z Mattem uścisnęła jego dłoń i ruszyła w stronę drzwi. Jej sukienka zamoczyła się i ubłociła. Dlatego czym prędzej pobiegła o pokoju się przebrać. Gdy schodziła w dół zaniepokojony dziadek czekał na nią na krześle przed kominkiem.
- Gdzie byłaś, droga Em ? - zapytał.
- czekałem na ciebie i zapomniałem ci przekazać że ... - nie dokończył zdania i w słowo weszła mu wnuczka.
- ... tak, tak, wiem już o godzinie policyjnej. Dzięki Mattowi dotarłam z powrotem do domu. - powiedziała.
Dziadek nie miał już więcej argumentów więc zaprosił Em do stołu na obiad.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz