sobota, 22 grudnia 2012

Rozdział 9

O zachodzie słońca wszystko nabrało zupełnie innego charakteru. Liście spadające z drzew nie były już po prostu ot takimi sobie liśćmi. Wyglądały niczym złoto, które za niedługo zostanie pokryte przez biały śnieg. Tłok na targach był coraz mniejszy, dlatego niektórzy kupcy wrócili już do swoich domów. Gerard i Tom zostali dłużej niż mówili, co napędziło stracha Em. 
- Co tak późno wracacie ? - zapytała, niosąc im kufel wrzątku z ziołami, które nauczył ją dziadek. 
- Nie są to spokojne czasy ... - nie odpowiedział na jej pytanie, tylko mówił do wnuka.
Tak zostawiając Em w niewiedzy, poszli do stołu i kontynuowali temat. Ona tymczasem była i zdziwiona i przerażona. Chciała wrócić do domu i zapomnieć o tym wszystkim. To ją przerastało. Poszła do swoich pokoi. Zamknęła cholernie ciężkie i skrzypiące drzwi i spojrzała za okno. Cień pokrył już całe miasto. Od czasu do czasu, przechodziły postacie to w czarnych, to w chabrowych szatach, starając się nie zwracać na siebie uwagi. Nagle ku jej oczom ukazała się znajoma peleryna krocząca na przeciw ich chaty. Ta szybko zbiegła w dół by bezszelestnie powitać przybysza. Pociągnęła za klamkę. Matt szybkim susem wskoczył do pomieszczenia ściągając pelerynę. 
- Witaj ! - powiedział, całując jej rękę. 
- Witajże ! - odpowiedziała mu wskazując na wolne krzesło przy stole. 
- Dzień dobry jaśniepanie, cóż was właściwie sprowadza w nasze skromne progi ? - zapytał raźnie Gerard, zerkając to na gościa to na młodą wnuczkę stojącą obok niego. 
- Wiści mam panie. - odpowiedział mu. 
- Mówże - krzykną Tom wstając na równe nogi. 
- Podsłuchałem rozmowy ojca mego, do którego nie mam szacunku - Berry'ego Gill'a i Andromedy. Chcą cię zabić czym prędzej, puki nie masz jeszcze tyle mocy. Powiedzieli też że muszą zdemaskować i zabić wszystkie wampiry, gdyż aby ją pokonać, ostatnią rzeczą jaką musisz się stać to właśnie wampir. - prawie wykrzyczał, a nabierając powietrze dodał z żalem :
- Martwię się o ciebie. Najpierw musimy ci znaleźć lepszą kryjówkę,a później wampira. - odwróciwszy się w stronę wyjścia szepną jeszcze coś o tym że musi zmykać, by ojciec nie zauważył jego nieobecności. Nie czekając na odpowiedź znikną. Tom szybko kazał Em iść zgasić świece do pokoju i położyć się spać. Ta osłupiała, ledwo idąc posłusznie spełniła jego polecenie. Mimo gdy próbowała zadać mu pytanie, nie odpowiedział. wiedziała tylko jedno. To dopiero początek wielkiej, a może nawet przerażającej przygody. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz