Em nie mogła włożyć na siebie starych ubrań, żeby nie wyróżniać się z tłumu więc musiała na siebie założyć niebieską suknię z tkaniny z dekoltem w serek, z kapturem i złotym pasem zasznurowanym w węzełek na wysokości pępka. Według niej wyglądała komicznie, lecz według Toma i Gerarda perfekcyjnie. Dodatkowo
nie mogła zrobić sobie zwykłego, poszarpanego, luźnego koka, tylko musiała sobie spiąć część górnych włosów złotym sznureczkiem, a część dolnych włosów zostawić rozpuszczonych, lecz dobrze uczesanych. Od Gerarda dostała śliczną niebieską saszetkę w której miała koronkową chusteczkę i parę drobnych monet. Dopiero wtedy sobie przypomniała że nie zna tutejszych walut.
- Dziadku ... - powiedziała, sama nie wierząc że do Gerarda mówi "dziadku'.
- tak, słucham cię. - odparł jakby nigdy nic.
- co to za monety ? - zapytała wyciągając parę z saszetki.
- to denary, moja droga. Dałem ci trochę, może starczy ci na jabłko, albo na coś co będziesz potrzebowała. - powiedział poprawiając sobie fryzurę.
- Dziękuję - odpowiedziała Em.
- Nie ma za co - szepną i wyszedł na rynek.
- to co ? gotowa do wyjścia ? - zapytał Tom.
- tak, gotowa .- odpowie działa na to pytanie i wyszli z domu. Była jesień, ale jak widać w tych czasach robili dobre ubrania i buty, dlatego nie było jej zimno. Poszła za Tomem tak jak jej kazał.
Mijali dużo ulic, ludzie sprzedawali swoje towary, a ptaki głośno ćwierkały pod szum płynącej tuż obok rzeki.
- To tutaj ! - powiedział Tom, gdy mijali klasztor, później kościół i stanęli przed dużym, trzypiętrowym budynkiem. Weszli do środka słysząc huk drewnianych drzwi.
- Witajcie moi mili ! - krzyknęła zza rogu jakaś kobieta.
- Dzień dobry, proszę pani. - odpowiedział Tom, a słowo po nim Em.
- Witaj, masz na imię Emily, prawda ? - zapytała owa pani.
- Tak, tak. - odparła półszeptem Em.
- Jestem Ewangelina Meltob. - powiedziała skromnie podając rękę Em.
- Dzisiaj będziesz miała gramatykę, matematykę, astronomię i francuski. Tutaj to zapisałam, gdybyś zapomniała - rzekła podając Em pożółkły pergamin.
- Miłych lekcji wam życzę - dodała na pożegnanie i odeszła do swojego biura.
Mijały godziny. Tak jak powiedziała pani ewangelina, lekcje zaczęły się od gramatyki. Nie słuchając w ogóle wykładu nauczyciela, postanowiła poczytać trochę w myślach innych uczniów. I tak minęły wszystkie cztery lekcje. Później wraz z tomem poszli nad rzekę. Błękitna woda błyszczała w promieniach słońca niczym droga biżuteria. Tom zaczął łowić ryby, a Em czytała wiersz napisany na pergaminie, który znalazła na swoim biurku. Po paru godzinach wrócili do domu, gdzie czekał na nich obiad, ryba z kartoflami. Gerard poszedł jeszcze do rzeźnika po kurczaka na niedziele, a tymczasem Tom i Em siedzieli przy kominku, rozmawiając.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz