Em widząc to wiedziała że to nie jest jej świat, lecz w głębi duszy czuła że do niego należy. Słyszała też lekko rozmazane myśli ludzi chodzących z domu do domu, witając się nawzajem. Dziewczyna była zagubiona w tej krainie, którą tak naprawdę nie miała pojęcia co to za miasteczko. Em podeszła do miło wyglądającej starszej pani, w zielonej sukience z chustą zarzuconą z tyłu na plecach.
- Dzień dobry ! Przyszłam z daleka i nie mam pojęcia gdzie jestem, czy mogła by mi pani wyjaśnić ? - zapytała mając nadzieję że ją rozumie.
- Jesteś w Drumstagu, proszę pani. - powiedziała miłym, spokojnym, lecz ochrypłym głosem i poszła swoja drogą. "Drumstag, nic mi to nie mówi. Przypuszczam że żeby znowu znaleźć się w swoim świecie trzeba poszukać mglistego koła " - pomyślała Em idąc tłoczną drużką. Głosy, które słyszała, czasami nie odróżniała od swoich myśli, lecz udało się jej to wytrzymać i znalazła się na przeciwko restauracyjki. Wchodząc poczuła na sobie podejrzliwy wzrok ludzi. Zignorowała to i usiadła przy pustym stoliku.
- Co podać ? - zapytał kelner podchodząc do niej.
- Nic, dziękuję, ale nie mam przy sobie pieniędzy. - powiedziała zawstydzona Em.
- Dobrze więc będzie pani tu siedziała ? - zapytał jeszcze raz.
- Tak, ale tylko na chwilę. - chrypnęła w ostatniej chwili Em, by nie budzić podejrzeń jeszcze bardziej, gdy nagle za kelnerem, zauważyła znajomą siwą głowę. Bała się podejść i zobaczyć kto to, aby nie robić sobie obciachu. W ostatniej chwili, do baru wszedł młody chłopak, który również wydawał jej się znajomy, tyle że tak jak starszy mężczyzna, miał na sobie średniowieczny strój. Gdy spojrzał na Em, ta szybko odwróciła się tłukąc przy tym niechcący wazonik z różą. Wszyscy nerwowo popatrzyli na nią. " Co to za dziwaczka" - usłyszała myśl, jednego mężczyzny o średnim wieku. "Ta mała jest podejrzana, jak ona się zachowuje w towarzystwie, w ogóle tej jej strój " - pomyślała kobieta siedząca obok mężczyzny. Em chciała przeczytać myśli chłopca i starca, ale czuła jakby oni jedyni mogli się jej oprzeć. Wszyscy trzej spojrzeli po sobie. W mgnieniu oka do drzwi pobiegł starzec ciągnąc za sobą młodzieńca. Em ruszyła jak torpeda za nimi. Otworzyła drewniane drzwi i czym prędzej pobiegła za tropem, mijając i szturchając, zdziwionych ludzi. Gdy dziewczyna schowała się za bryczką i uciekinierzy myśleli że ją zgubili, weszli pospiesznie do małego domku z jednym okienkiem. Em wyszła z ukrycia i nieco wolniej weszła do środka.
Mieszkanko było małe, ale przytulne. po prawej stronie stał średni stół i 4 krzesła. Tuż za stołem stał piec, parę półek, a na nim przyprawy, garnki, talerze i sztućce. Na przeciwko kuchenki była spiżarnia i wejście do sypialni, a obok schody na drugie piętro. Zamiast lamp były świeczki. Jak na te czasy przystało, nie było telewizora, ani radia. Ni stąd ni zowąd pojawił się młody chłopak i starzec.
- Dzień doobry - bąknęła Em.
- Dzień dobry Em, spodziewaliśmy się ciebie. - powiedział starzec .
- Spodziewaliście się mnie, znacie mnie ? - zapytała zdziwiona Em.
- Tak znamy cię. To jest Tom, a ja jestem Gerard. - powiedział starzec.
- Musimy ci wiele wyjaśnić. - dodał Tom.
Weszłam tu z zamiarem przeczytania bloga... ale nie mogę się doczytać. Zmień czcionkę. : )
OdpowiedzUsuńCudowny rozdział.Mogła byś zmienić czcionkę?Czekam na nn.Zapraszam do mnie my-blood-is-ur-life.blogspot.com
OdpowiedzUsuń