sobota, 8 września 2012

Rozdział 5

Em usiadła na drewnianym krześle, rozglądając się ciągle po domu.
- No więc tak. - zaczął Tom.
- Dokładnie 200 lat temu, kiedy jeszcze nawet dziadka nie było na świecie, w biednej rodzinie urodziła się Andromeda. Miała urodę przeciętnej dziewczynki, czarne włosy, bladą twarz i czerwone usta. Kiedy miała 12 lat, jej ojciec Tim został zabity przez sąd za długi. Wtedy Andromeda, zbuntowała się przeciwko rządowi i podpaliła zapałkami cały zamek. 12 miesięcy odsiedziała w więzieniu dla młodocianych przestępców, w którym był chłopak o imieniu Joel. Wraz z nim przez 10 mies. snuli plan. Gdy Andromeda została wypuszczona z celi, Joel musiał odsiedzieć tam jeszcze 5 lat. Gdy i on wyszedł z zamku, zaczęła się straszna masakra. Lasy płonęły, domy poszły w proch, w nocy było słychać krzyk przerażonych ludzi. Gdy stróżom udało złapać przestępców, Andromeda wraz Joelem musieli opuścić miasto. W drodze do innego miasta, strasznie się rozpadało i jak głosi legenda znaleźli mały domek, który stał poza cywilizacją. Wstępując do niego spotkali czarownicę, która przepowiadała Andromedzie wielką przyszłość. Wtem podarowała jej dar magi, dzięki któremu umiała również czytać w myślach i przepowiadać przyszłość. Gdy ramo wstali, czarownica już nie żyła. Gdy Joel i Andromeda zakochali się w sobie urodziła im się córeczka, której nadali imię po matce Andromedy - Monica. W dniu jej pierwszych urodzin Andromedę nawiedziła wizja, która pokazała jej że mimo iż może żyć ile chce i tak córce Monic, urodzi się prawnuczka, która będzie musiała wyrównać prawa natury. Gdy Joel usłyszał plany Andromedy o zabiciu jego córki, uciekł z nią do Bułgarii, gdzie zostawił małą Monicę pod drzwiami zamożnej rodziny, a sam popełnił samobójstwo. Mała Monica rosła jak na drożdżach, a po ślubie z Marco urodziła Dominikę. Po śmierci Monic gen magi przeszedł na Dominikę, lecz nie ujawnił się jej, z powodu braku zagrożenia. Gdy Dominika poznała Gerarda, ożenili się i doczekali się syna Gerarda II i córki Eleny. Ich szczęście nie trwało zbyt długo, gdy po śmierci Gerarda II, Dominica popadła w depresję i zmarła na serce. Jednakże Elena po długiej próbie z oswojeniem się ze śmiercią brata, poznała Teda, który stał się ojcem jej dzieci Toma i ...... Emily. Lecz Elena pamiętała legendę jej praprababci i wiedziała o przeznaczeniu jej córki, ale wiedziała również tym że Andromeda będzie chciała zabić Emily, co obudziło w niej instynkt zagrożenia i wtedy ujawniła się w niej moc magii. Gdy przechodziła obok wzgórza, odnalazła portal, do którego weszła wraz z 5 miesięczną Emily. Tam dała ją do domu dziecka i wróciła do domu. Dowiedziawszy się o tym Andromeda zabiła ją wraz z Tedem, a ojciec Eleny uciekł wraz z Tomem do kryjówki, którą miało całe ich pokolenie. - Tom skończył opowieść odbierając od dziadka herbatę. Em również ją dostała i sparaliżowana nic nie powiedziała. Wiedziała że Gerard jest jej dziadkiem, a Tom bratem, lecz dlaczego żyła 16 lat w niewiedzy.

poniedziałek, 3 września 2012

Rozdział 4

Em widząc to wiedziała że to nie jest jej świat, lecz w głębi duszy czuła że do niego należy. Słyszała też lekko rozmazane myśli ludzi chodzących z domu do domu, witając się nawzajem. Dziewczyna była zagubiona w tej krainie, którą tak naprawdę nie miała pojęcia co to za miasteczko. Em podeszła do miło wyglądającej starszej pani, w zielonej sukience z chustą zarzuconą z tyłu na plecach.
- Dzień dobry ! Przyszłam z daleka i nie mam pojęcia gdzie jestem, czy mogła by mi pani wyjaśnić ? - zapytała mając nadzieję że ją rozumie.
- Jesteś w Drumstagu, proszę pani. - powiedziała miłym, spokojnym, lecz ochrypłym głosem i poszła swoja drogą. "Drumstag, nic mi to nie mówi. Przypuszczam że żeby znowu znaleźć się w swoim świecie trzeba poszukać mglistego koła " - pomyślała Em idąc tłoczną drużką. Głosy, które słyszała, czasami nie odróżniała od swoich myśli, lecz udało się jej to wytrzymać i znalazła się na przeciwko restauracyjki. Wchodząc poczuła na sobie podejrzliwy wzrok ludzi. Zignorowała to i usiadła przy pustym stoliku.
- Co podać ? - zapytał kelner podchodząc do niej.
- Nic, dziękuję, ale nie mam przy sobie pieniędzy. - powiedziała zawstydzona Em.
- Dobrze więc będzie pani tu siedziała ? - zapytał jeszcze raz.
- Tak, ale tylko na chwilę. - chrypnęła w ostatniej chwili Em, by nie budzić podejrzeń jeszcze bardziej, gdy nagle za kelnerem, zauważyła znajomą siwą głowę. Bała się podejść i zobaczyć kto to, aby nie robić sobie obciachu. W ostatniej chwili, do baru wszedł młody chłopak, który również wydawał jej się znajomy, tyle że tak jak starszy mężczyzna, miał na sobie średniowieczny strój.  Gdy spojrzał na Em, ta szybko odwróciła się tłukąc przy tym niechcący wazonik z różą. Wszyscy nerwowo popatrzyli na nią. " Co to za dziwaczka" - usłyszała myśl, jednego mężczyzny o średnim wieku. "Ta mała jest podejrzana, jak ona się zachowuje w towarzystwie, w ogóle tej jej strój " - pomyślała kobieta siedząca obok mężczyzny. Em chciała przeczytać myśli chłopca i starca, ale czuła jakby oni jedyni mogli się jej oprzeć. Wszyscy trzej spojrzeli po sobie. W mgnieniu oka do drzwi pobiegł starzec ciągnąc za sobą młodzieńca. Em ruszyła jak torpeda za nimi. Otworzyła drewniane drzwi i czym prędzej pobiegła za tropem, mijając i szturchając, zdziwionych ludzi. Gdy dziewczyna schowała się za bryczką i uciekinierzy myśleli że ją zgubili, weszli pospiesznie do małego domku z jednym okienkiem. Em wyszła z ukrycia i nieco wolniej weszła do środka.

Mieszkanko było małe, ale przytulne. po prawej stronie stał średni stół i 4 krzesła. Tuż za stołem stał piec, parę półek,  a na nim przyprawy, garnki, talerze i sztućce. Na przeciwko kuchenki była spiżarnia i wejście do sypialni, a obok schody na drugie piętro. Zamiast lamp były świeczki. Jak na te czasy przystało, nie było telewizora, ani radia. Ni stąd ni zowąd pojawił się młody chłopak i starzec.
- Dzień doobry - bąknęła Em.
- Dzień dobry Em, spodziewaliśmy się ciebie. - powiedział starzec .
- Spodziewaliście się mnie, znacie mnie ? - zapytała zdziwiona Em.
- Tak znamy cię. To jest Tom, a ja jestem Gerard. - powiedział starzec.
- Musimy ci wiele wyjaśnić. - dodał Tom.


niedziela, 2 września 2012

Rozdział 3

Obudziła się na miękkim posłaniu, które dobrze znała. Była w swoim szpitalnym łóżku. Choć nie wiedziała jak się tutaj znalazła, odetchnęła z ulga że on prawdopodobnie jej nie zauważył. Gdy patrzała za okno w pochmurne niebo, do sali weszła pielęgniarka z tacką leków.
- Dzień dobry Em . - powiedziała patrząc nań z za pół okrągłych okularów. 
-jak się masz. Ochroniarz powiedział że lunatykowałaś i chodziłaś po całym szpitalu. - powiedziała, czytając swoje zapiski. 
- lunatykowałam ? ale ja wszystko widziałam, czułam i słyszałam, nie mogłam lunatykować - oburzyła się Em.
- wiem kochanie, tak ci się tylko wydaje. - powiedziała monotonnym głosem. "no tak" - pomyślała Em. "Przecież nikt mi nie uwierzy, bo nie było świadków, a ochroniarz twierdzi że lunatykowałam" - myślała dalej Em kombinując co zrobić, aby pielęgniarka jej uwierzyła, ale nim zdołała się obejrzeć , ta dała jej tylko tabletki do połknięcia i wyszła szybkim krokiem do następnych pacjentów. 
- Wypiszemy cię jutro. - dodała jeszcze coś na koniec. 
Em długo siedziała na swoim rozklekotanym krzesełku i patrzała to na drzwi, to na okno, mając nadzieję że ktoś przyjdzie i wytłumaczy jej wszystko prosto z mostu, ale nie doczekała się. Minęła 22.00 kiedy do drzwi zapukała inna pielęgniarka i powiedziała, że należy już gasić światło i iść spać. Em nie buntowała się i posłusznie zaciągnęła koc do samej szyi, po czym czekała, aż pielęgniarka wyjdzie. Gdy ostatni promyk światła dochodzący z drzwi znikł, Em zamknęła oczy i zasnęła. Śniło się jej że ucieka. Dosłownie ten sam sen co wcześniej, tyle że głos krzyczał rozpaczliwie " Ucieczka ! Ucieczka ! Ucieczka " . Rano obudziły ją głośne rozmowy rodziców i babci. 
- Dzień doberek ! - Wykrzyknęła babcia, gdy Em ledwo otworzyła oczy. 
- Wstawaj moja mała, wstawaj, już zabieramy cię do domku, do twojego kochanego domku. Wstawaj już, wstawaj. - mówiła jak najęta. 
- Dzień dobry, babciu - ledwie wyszeptała Em. 
- O tak dobry, dobry - babcia nie umiała pohamować się z radości. Gdy Em wstała do toalety, mama zaczęła ściągać poszewkę na poduszki, a tata nie odzywając się ni słowem pił kawę i czytał nowego "Dziennika zachodniego". 

Kiedy dziewczyna rozpakowana już, umyta i wypoczęta siedziała w swoim ciepłym pokoiku otwarła okno, usłyszała dziwny szum. Nagle wyjrzała za parapet, na którym leżały powiędłe pelargonie, zauważyła mgliste koło, huczące za żywopłotem. Dziewczyna wybiegła mu naprzeciw nie odpowiadając na pytanie mamy dokąd się tak spieszy. Gdy tylko podeszła bliżej koło zaczęło wyć przeraźliwiej, o dziwo nie wzbudziło to podejrzeń u sąsiadów. Em była już tak blisko mgły, że czuła go czubkiem nosa, aż wreszcie zrobiła krok na przód i jakby potykając się o próg padła na ziemię jak długa. " Co to było? Pewnie jakiś głupi sen, w który o  mały włos uwierzyłam. " - mówiła sobie. lecz gdy się podniosła i zobaczyła średniowieczne domki i las, wiedziała że to nie sen .