Starszy mężczyzna o siwych włosach szedł szybkim krokiem s stronę wyjścia, lekko kulejąc.
-Proszę czekać! - krzyknęła rozpaczliwie Em.
-Stój ! - wołała za nim, lecz on nie słuchał. Nie umiała wyczytać jego myśli, jakby jego umysł otaczała niewidzialna bariera. Gdy znikł jej z oczu, postanowiła zobaczyć kto leży w sąsiednie sali, kto jest tym, kto według kobiety jeszcze się nie obudził. Najpierw zajrzała przez szklane okienko w drzwiach. Widziała tylko koniec łoża szpitalnego. Weszła. Nikogo nie było, oprócz pacjenta śpiącego na łóżku. Przeżyła szok. Dopiero teraz to zauważyła. 16-letni chłopak o brązowych włosach, nieprzytomny, przykryty białą, pożółkłą kołdrą, był łudząco do kogoś podobny. Te pełne usta, ten mały spiczasty nosek. Tak, był podobny do niej. Chciała wejść do jego umysłu, lecz widziała tylko czarną przestrzeń. Wszystko na nic. W kółko zadawała sobie pytanie "Kim on jest?". Cały dzień siedziała obok niego, na rozklekotanym taborecie, rozpaczliwie próbując znaleźć odpowiednie słowa do wytłumaczenia się temu chłopcu. "Może po prostu pójdę" myślała, gapiąc się w obrazek wiszący nad jego głową. "ale nigdy się nie dowiem kim jest " kontynuowała myśl. Gdy zdążyła zadać sobie jeszcze stos pytań. Oparła się o ramę łóżka i zasnęła . Śniło jej się że ucieka, ucieka przed głosem. "Ucieczka będzie jedyną deską ratunku" - mówił."Ucieczka jedynym wyjściem, aby się uratować od mrocznej Pani" - kończył, a ona cały czas biegła, dokąd? nie wiedziała, ale czuła że musi, musi biec jak najszybciej. Słońce wzbiło się ponad ziemię, zalewając szpitalny korytarz jasnym promieniem.
piątek, 10 sierpnia 2012
czwartek, 9 sierpnia 2012
Rozdział 1
Posłała mu jeden ze swoich najlepszych uśmiechów. Jim był jedyną osobą, która znała jej tajemnicę, a właściwie dar. On siedział na kamiennych schodach wiodących do wielkich, szkolnych drzwi i lekko przygarbiony czytał swoje notatki z lekcji, raz po raz zerkając z ukosa na Em. Ktoś ją szturchnął.
- Em, nie jesz drugiego śniadania ? - Maria, jej przyjaciółka już niosła tacę z kanapką i usiadła obok Em.
- A, tak już już lecę. - wypaliła i pobiegła do szkolnej kawiarenki po toasty. W chwili pójścia do stolika usłyszała myśli Jima. Były przepełnione głodem, brakowało mu krwi. "Ile jeszcze" pomyślał, "Em, ratuj, nie wytrzymam" krzykną w swojej głowie. Dziewczyna zastanowiła co zrobić, nie minęła sekunda już podeszła do pierwszego punktu planu.
- Mar ? Czy mogłabyś popilnować moich toastów ? Coś się stało z Jimem. Chyba jest chory.- powiedziała, patrząc czy kupi jej kłamstwo.
- Ok. nie ma sprawy, kiedy wrócisz ? - zapytała idącą już w stronę chłopaka Em, Maria.
- Może za 30 min ? - strzeliła pierwszą lepszą godzinę.
- Dobra do zobaczenia za pół godziny! - krzyknęła jeszcze, ale Em już nie było. Przeszła parę schodków i już znajdowała się przy nim.
- Pójdę do dyrektorki i powiem że zwalniam cię z lekcji bo jest ci niedobrze, a ty tymczasem zajmiesz się sobą, ok ? - Em spojrzała mu w oczy. Były czarne. " Ok. świetny plan Em. Jesteś wielka " pomyślał. Nie chciał odpowiadać ustnie, bo kły już mu się wysunęły i mogło by to wywołać zamieszanie.
Po 20 minutach było już po wszystkim. Jim pojechał na 3 dni do lasu.
- I jak? - zapytała Maria idąc z Em, pod salę gdzie miały odbywać się kolejne lekcje.
- wszystko w porządku. Poszedł do domu. - przekazała fałszywe informacje.
Nagle zrobiło się jej bardzo zimno i zakręciło jej się w głowie. " To ona " usłyszała czyjąś myśl.
-Em! Nic ci nie jest ! Em ! O Boże, Em ! - Krzyczała obok Maria, trzymając pół nieprzytomną dziewczynę.
"To ona" ktoś znowu pomyślał. Przyjaciółka Marii zemdlała całkowicie. Wokół niej zebrała się spora grupka ludzi, a dwóch chłopców poniosło ją do pielęgniarki szkolnej.
Em ocknęła się dopiero po 2 dniach. "Bidulka nic nie piła przez cały dzień i zemdlała" pomyślała pielęgniarka.
- Jak się masz Em ? - powiedziała przyjaznym głosem, podając jakieś tabletki i wodę do popicia.
- Jak na razie świetnie. - Nie kłamała. Nie było już jej zimno i nie słyszała szeptu. Chciała tylko wiedzieć skąd on dochodził. Nagle z drugiej sali usłyszała rozmowę ludzi.
- I co nic jej nie jest ? - zapytała kobieta.
- jeszcze się nie ocknęła. - to nie było o niej, ale ten głos już słyszała. Głos mężczyzny powtarzający "To ona" na 100 % należał do owego pana za ścianą. Musi tylko zobaczyć jego twarz musi tylko wyjść i go zobaczyć. Em wstała. Powoli przesuwając się w stronę wyjścia. Powtarzała w kółko "Muszę tylko go zobaczyć". Przeszła przez próg, po lewej stronie nic nie było, tylko kilka krzeseł. Po prawej zaś siedział mężczyzna, ale nie było żadnej kobiety.
- Em, nie jesz drugiego śniadania ? - Maria, jej przyjaciółka już niosła tacę z kanapką i usiadła obok Em.
- A, tak już już lecę. - wypaliła i pobiegła do szkolnej kawiarenki po toasty. W chwili pójścia do stolika usłyszała myśli Jima. Były przepełnione głodem, brakowało mu krwi. "Ile jeszcze" pomyślał, "Em, ratuj, nie wytrzymam" krzykną w swojej głowie. Dziewczyna zastanowiła co zrobić, nie minęła sekunda już podeszła do pierwszego punktu planu.
- Mar ? Czy mogłabyś popilnować moich toastów ? Coś się stało z Jimem. Chyba jest chory.- powiedziała, patrząc czy kupi jej kłamstwo.
- Ok. nie ma sprawy, kiedy wrócisz ? - zapytała idącą już w stronę chłopaka Em, Maria.
- Może za 30 min ? - strzeliła pierwszą lepszą godzinę.
- Dobra do zobaczenia za pół godziny! - krzyknęła jeszcze, ale Em już nie było. Przeszła parę schodków i już znajdowała się przy nim.
- Pójdę do dyrektorki i powiem że zwalniam cię z lekcji bo jest ci niedobrze, a ty tymczasem zajmiesz się sobą, ok ? - Em spojrzała mu w oczy. Były czarne. " Ok. świetny plan Em. Jesteś wielka " pomyślał. Nie chciał odpowiadać ustnie, bo kły już mu się wysunęły i mogło by to wywołać zamieszanie.
Po 20 minutach było już po wszystkim. Jim pojechał na 3 dni do lasu.
- I jak? - zapytała Maria idąc z Em, pod salę gdzie miały odbywać się kolejne lekcje.
- wszystko w porządku. Poszedł do domu. - przekazała fałszywe informacje.
Nagle zrobiło się jej bardzo zimno i zakręciło jej się w głowie. " To ona " usłyszała czyjąś myśl.
-Em! Nic ci nie jest ! Em ! O Boże, Em ! - Krzyczała obok Maria, trzymając pół nieprzytomną dziewczynę.
"To ona" ktoś znowu pomyślał. Przyjaciółka Marii zemdlała całkowicie. Wokół niej zebrała się spora grupka ludzi, a dwóch chłopców poniosło ją do pielęgniarki szkolnej.
Em ocknęła się dopiero po 2 dniach. "Bidulka nic nie piła przez cały dzień i zemdlała" pomyślała pielęgniarka.
- Jak się masz Em ? - powiedziała przyjaznym głosem, podając jakieś tabletki i wodę do popicia.
- Jak na razie świetnie. - Nie kłamała. Nie było już jej zimno i nie słyszała szeptu. Chciała tylko wiedzieć skąd on dochodził. Nagle z drugiej sali usłyszała rozmowę ludzi.
- I co nic jej nie jest ? - zapytała kobieta.
- jeszcze się nie ocknęła. - to nie było o niej, ale ten głos już słyszała. Głos mężczyzny powtarzający "To ona" na 100 % należał do owego pana za ścianą. Musi tylko zobaczyć jego twarz musi tylko wyjść i go zobaczyć. Em wstała. Powoli przesuwając się w stronę wyjścia. Powtarzała w kółko "Muszę tylko go zobaczyć". Przeszła przez próg, po lewej stronie nic nie było, tylko kilka krzeseł. Po prawej zaś siedział mężczyzna, ale nie było żadnej kobiety.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)