sobota, 27 października 2012

Rozdział 6

Była zimna noc. Em nie czuła się wygodnie leżąc na strasznie twardej i ciężkiej pościeli z siana. Obok niej na ścianie wisiał portret jej rodziców. Ona piękna o kasztanowych włosach, które Tom i Em po niej odziedziczyli, on zaś miał ciemne oczy, które przypominały jej własne. Bez emocjonalny wyraz twarzy, sprawiał że wyglądali jak żywe posągi Otoczeni złotą ramką, stali nieruchomo, patrząc w przestrzeń w prostych starych, ale zadbanych strojach. Em zastanawiała się nad tym, co by było gdyby przeżyli, gdyby się spotkali, gdyby ze sobą rozmawiali. Tyle pytań było, na które nie znała odpowiedzi. Dalej nie umiała nawet zmrużyć oczu. Nagle usłyszała ciche kroki i pomrukiwanie. Zza okna wyłonił się szary kot z przerażającymi, zielonymi, kocimi oczami. Zauważywszy że spostrzegawcza dziewczyna zobaczyła go, znikną równie szybko jak się pojawił. Zdumiona Em odwróciła się na prawy bok i modliła się o sen.
Kot znowu się pojawił. Tym razem w jej śnie, a jego oczy błyszczały się jeszcze bardziej niż poprzednio. Machał powoli, długim szarym ogonem, który stawał się coraz krótszy. Kot powoli znikał, a w jego miejsce zjawiła się kobieca postać. " Ucieczka, jedynym wyjściem" - szeptała. Znała już swoją historię i wiedziała że Adromeda chce się jej pozbyć. Lecz nie chciała uciekać jak jej podpowiadała nieznajoma, mimo że nie wierzyła w swoje szanse do przeżycia, chciała się jej sprzeciw stawić. Następnie kobieta znikła, a Em obudziła się zalana zimnym potem.
Poranek nie był rześki. Gerard zapukał energicznie w drzwi pokoju Em.
- można wejść - odpowiedziała na zapukanie. Dziadek wszedł powolnym lecz żywym krokiem do jej pokoju z tacką, na której leżało śniadanie Em.
- Bardzo dziękuje, nie trzeba było - powiedziała Em, gdy ten położył tackę na posłanie.
- Trzeba było, trzeba było - zawołał donośnym głosem i dodał :
- wczoraj miałaś ciężki dzień, a poza tym ustaliliśmy już z Tomem, że pójdziesz do szkoły, żeby nie wzbudzać podejrzeń.
- ale ja tu nikogo nie znam - zaprotestowała Em, gdy pomyślała że musi iść do szkoły bez Mari.
- Nie martw się na zapas. Pani Ewangelina to miła kobieta. Jej uczniowie zdobywają staranne wykształcenie- powiedział z satysfakcją.
- Miłego dnia - dodał na pożegnanie, nim EM zdążyła wydostać z siebie słowa protestu. Nic nie mogła na to poradzić musiała iść do szkoły i o bez przyjaciółki.